FANDOM

Kubar906

alias Kuba

0 Postów w Dyskusjach
  • Mieszkam w Warsaw, Poland
  • Urodziny 16 czerwiec
  • Moje zajęcie Studying
  • Jestem Male

Jestem Kubar906. Witam na moim profilu! :)

Moje doświadczenia i styczności z serią

Risen

Jeśli chodzi o Risen – brałem ścieżkę Wojownika Zakonu, potem Maga, bo Wojownik mi się znudził. Rzetelnie służyłem Inkwizycji, aż to Inkwizytor Mendoza wysłał mnie był do Dona Estebana po złote krążki. Po odzyskaniu dwóch pierwszych gra wydała mi się już nieco... męcząca, coś w tym rodzaju. Kiedy rzuciłem okiem na solucję gry, aż złapałem się za głowę – kiedy, nauczony doświadczeniami Gothic 3 i późniejszych – myślałem, że ten kawał rozgrywki, który przeszedłem, to co najmniej połowa przygody. Okazało się jednak, że myliłem się, oj tak. W końcu przeszedłem tę grę, choć pod koniec byłem już szczerze znudzony.

Niemniej jednak, Risen przypadł mi do gustu. Podoba mi się do swoiste połączenie Gothic II z Gothic 3, jak i na przykład mniej istotne rzeczy, np. wciąż wyświetlana podczas marszu/biegu mapa. Pewne rzeczy mnie jednak zniechęcają – nieco grafika, jak i brak polskiej wersji językowej. W języku rodzimym mam tylko napisy, co mnie bardzo, ale to bardzo rozczarowało przy pierwszej rozmowie z Sarą. Na szczęście w Risen 2 to się zmienia, hura.

Risen 2: Mroczne Wody

No cóż, Risen 2 bardziej pasuje mi do dobrej gry o piratach, a nie osadzonej w świecie, który znamy z pierwszej części tudzież Gothika. Od początku jednak wiedziałem o tym fakcie, toteż w momencie kupna gry od razu nastawiłem się jak na nabycie takiego „drugiego Assassin's Creed IV: Black Flag”.

Nastawienie pomogło – gra mi się podobała, nie była sztywna (ale od tych przekleństw to aż uszy więdną T_T mile widziany doskonały dubbing), wiele miejsc do odwiedzenia działało na pewno na plus, jak i całkiem w porządku fabuła. Risen 2: Mroczne Wody tyłka jednak nie urwał – po ukończeniu wątku fabularnego, zebraniu wszystkich legendarnych przedmiotów, wykopaniu większości skarbów i wykonaniu większej części zadań pobocznych skończyłem, nie mając na razie zamiaru powrócić do tego tytułu. Słowem – podręcznikowo wykonana gra, taka na „4 z małym plusem”. Pewnie kiedyś do niej wrócę, by zobaczyć, jak to jest wytrenować sobie strzelanie z muszkietu.

Risen 3 – Władcy Tytanów

Risen 3 to dla mnie taka fuzja jedynki i dwójki – z jednej strony mamy powrót ciężkiego, średniowiecznego klimatu, z drugiej jednak – piratów i stare lokacje z poprzedniej części.

W momencie pisania tych słów ostatnia moja rozgrywka w Risena 3 miała miejsce 4 grudnia 2015, czyli dobrze 10 miesięcy temu. Wspominam o tym fakcie, by wyrazić swoją opinię na temat fabuły tej gry. Jest to o tyle istotne, że... w zasadzie jej nie pamiętam. Oczywiście, gdybym w tej chwili pobrał trzecią odsłonę Risena, zainstalował i rozpoczął nową grę, to pewnie wiele rzeczy by mi się przypomniało, ale na chwilę obecną mogę powiedzieć o niej bardzo, ale to bardzo mało. Nie oznacza to bynajmniej, że fabuła jest zła – inaczej pamiętałbym ją w ciemnych barwach :) – ale w ogóle nie zapadła mi jakkolwiek w pamięć.

Podobnie jak Risen 2: Mroczne Wody, trójka zostawiła podobne wrażenie: „staniki nie latają”. Nie ma jakichś wielkich rzeczy, do których można by się przyczepić (choć osobiście brakowało mi polskiego dubbingu), ale też w żadnym razie nie wychwaliłbym tej gry pod niebiosa.

Nie ukończyłem jeszcze Risena 3 ze względu na trudną walkę finałową, ale nawet nie mam jakoś parcia, by do niej wrócić. Na pewno jeszcze to zrobię, ale to będzie moment, kiedy naprawdę nie będę miał wiele do roboty.

Podsumowanie

Reasumując, ze wszystkich Risenów najbardziej do gustu przypadła mi pierwsza część. Kolejne nie zapadają ani w pamięć, ani nie są szczególnie intrygujące. Nie żałuję wydanych na te gry pieniędzy, ale też nie wypatruję hipotetycznego Risena 4. To jest seria naprawdę podręcznikowo wykonanych gier – pole zaorane od miedzy do miedzy, robota wykonana i tyle.

Treści społeczności są dostępne na podstawie licencji CC-BY-SA , o ile nie zaznaczono inaczej.